Mój bliski ma depresję

Przede wszystkim nie wolno udawać, że nic się nie dzieje. Trzeba sobie powiedzieć jasno: mamy w rodzinie problem, chorą osobę, ale ta choroba minie i za jakiś czas wszystko wróci do normy. Trzeba powiedzieć choremu, że wiemy, iż on cierpi i w tym cierpieniu jesteśmy z nim. Ważne jest, by zarazić go wiarą, że depresja jest przemijająca.

Trzeba go traktować jak każdą osobę chorą. Bo depresja jest chorobą, tak jak zawał. Gdy stan jest ciężki, niech chory po prostu leży w łóżku. Od zawałowca nic nie wymagamy, traktujmy więc tak samo chorego na depresję.
Depresję trzeba leczyć, bo to poważna choroba, która w wielu przypadkach prowadzi do samobójstwa. Można zamówić wizytę domową albo pojechać na konsultację. Do psychiatry nie trzeba mieć skierowania.

A jeżeli chory nie chce iść do lekarza? Można powiedzieć: "Wydaje mi się, że gorzej sobie radzisz. Niepokoję się, chciałbym, żeby zobaczył cię lekarz". Jeżeli to nie podziała, niech spróbuje chorego namówić ktoś, kto jest dla niego autorytetem: zaprzyjaźniony lekarz, przyjaciel... Ludzie w depresji potrzebują wsparcia, trzeba im dać do zrozumienia, że chcemy ich wysłać do lekarza, bo troszczymy się o nich.

Nie musimy narzucać mu swojej obecności, wystarczy być blisko, podnosić na duchu, pilnować, by przyjmował leki, spotykał się z lekarzem. Jeżeli wystąpią skutki uboczne, które powodują niektóre lekarstwa, trzeba natychmiast powiadomić lekarza. Samowolne przerwanie przyjmowania leków jest często przyczyną nawrotów choroby.

Najbliżsi powinni jak najwięcej dowiedzieć się o tej chorobie, by zrozumieć, co czuje bliska im osoba, jakie są objawy choroby, by w razie nawrotów je rozpoznać. Rodzina musi sprawić, żeby chory nie czuł się dla nikogo ciężarem, okazywać dużo cierpliwości, serdeczności i wyrozumiałości.

Bliscy chorego często nie dają sobie rady ze swoimi emocjami, reagują napadami złości i irytacji ("Nie po to haruję, żebyś tu leżała i chorowała"). Wtedy może bardzo pomóc rozmowa z psychologiem, który wytłumaczy, na czym polega ta choroba, jaki może być jej przebieg, pomoże nam zrozumieć własne zachowania. Można też rozmawiać z innymi osobami, które mają w domu chorego na depresję i w ten sposób uzyskiwać wsparcie.

Trzeba starać się zrozumieć, że człowiek chory na depresję może nie być w stanie podnieść się z łóżka, wykonać najprostszej czynności, choć pozornie nic mu nie dolega. Nie można więc formułować kategorycznych żądań: musisz, powinieneś, bo istotą tej choroby jest to, że on nie może, nie jest w stanie niczego zrobić. Zamiast "musisz", lepiej mówić "Może byś spróbował...". Można proponować wspólne wyjście do kina czy do znajomych, ale nie można oczekiwać, że choremu sprawi to radość. Nie wolno go do tych rozrywek przymuszać, bo to może wzbudzić w nim poczucie winy, lęk, może go to utwierdzić w przekonaniu, że się do niczego nie nadaje.

Trzeba pamiętać, by proponować czynności na miarę jego sił. Jeżeli boi się wychodzić z domu, to nie można oczekiwać, że zapłaci rachunek na poczcie. Wtedy sukcesem będzie, że on pójdzie do łazienki i umyje zęby.

W miarę polepszania się stanu chorego można go zachęcać do trudniejszych czynności, na przykład ugotowania obiadu. Warto wtedy ofiarować pomoc. Oczywiście może odmówić. Może nie wierzyć we własne siły albo może tych sił jeszcze nie mieć. W pierwszym wypadku można delikatnie mobilizować, w drugim trzeba odpuścić. Jak rozpoznać ten moment? To wszystko jest kwestią wyczucia, obserwacji, wzajemnego zrozumienia. Czasami tę gotowość widać w żywszym spojrzeniu. Kiedy chory wykona najprostszą czynność, należy go pochwalić. To może znaczyć, że depresja zaczyna się cofać.

Dziewięć na dziesięć osób dotkniętych depresją miewa myśli samobójcze. Często lęk przed samobójstwem jest tak duży, że trudno tę myśl wypowiedzieć wprost. Chorzy dają więc sygnały, np. gromadzą większą ilość leków lub ostre przedmioty, wspominają o śmierci, odwiedzają rodzinę i zaczynają się z nią żegnać. Czasem to my musimy delikatnie wywołać temat, powiedzieć choremu, że wiemy, jak bardzo cierpi, i wiemy, o czym myśli. "Widzę i rozumiem, jak bardzo źle się czujesz. W takim stanie człowiek może być tak zmęczony, że chciałby nie istnieć". Często wtedy możemy usłyszeć potwierdzenie.
Wszystkie wypowiedzi o samobójstwie trzeba traktować z powagą. Nie jest prawdą, że jeśli ktoś mówi o samobójstwie to go nie popełni.
 
Jeżeli myśli samobójcze pojawią się u osób już leczonych, trzeba natychmiast skontaktować się z lekarzem. W takich przypadkach nie ma miejsca na żadne domowe sposoby typu dyżury przy chorym, chowanie ostrych przedmiotów... Tylko psychiatra może ocenić, jak duże jest ryzyko podjęcia próby samobójczej i jak mu zapobiec.

Współmałżonkowie osób przeżywających depresję czują się czasami odrzuceni.
Zarówno kobiety, jak i mężczyźni w depresji odczuwają spadek lub całkowity zanik zainteresowania seksem. Zdarza się, że zdrowy partner ma pretensje do chorego, że nie współżyją ze sobą tak często jak kiedyś. Bardzo często zdrowi szukają winy w sobie, uważają, że przestali być atrakcyjni dla chorego partnera. A trzeba do tego podchodzić jak do objawu choroby, a nie aktu złej woli.

To odrzucenie nie dotyczy tylko sfery seksualnej. Trzeba zrozumieć, że osoba przeżywająca depresję jest zamknięta w swoim dramatycznym świecie, w którym sprawy bliskich zepchnięte są na margines. Dlatego nie ma sensu opowiadać mu o naszych kłopotach z dziećmi czy zwycięstwach w pracy. Oczywiście, taki brak wsparcia, zainteresowania sprawami rodzinnymi może być dla osoby zdrowej trudny do zaakceptowania. Ale trzeba pamiętać, że wynika to tylko z choroby, która mija.
 

Na podstawie wypowiedzi Dariusza Wasilewskiego, psychiatry z Centrum Zdrowia Psychicznego w Warszawie
 
 

Centrum Badań Marketingowych Indicator zapytało Polaków, co by zrobili, gdyby bliska im osoba cierpiała na depresję:

40 proc. powiedziałoby: "idź na urlop",

31 proc. - "weź się w garść",

18 proc. - "samo przejdzie, wszystko będzie dobrze".

Żadnej z powyższych rzeczy nie wolno robić - można w ten sposób zaszkodzić choremu!



33 proc. powiedziałoby bliskiej osobie, by poszła do lekarza,

22 proc. skierowałoby ją do psychologa,

7 proc. do psychiatry.

To trzy właściwe zachowania.